TIKAL, MANHATTAN DŻUNGLI

Zgodnie z uznawanymi przez Majów za święte czterema kierunkami świata dwie największe i najpiękniejsze świątynie Tikal położone przy wielkim akropolu w centrum miasta, wybudowane są po stronie wschodniej i zachodniej. Po stronie południowej i północnej zaś znajdują się budowle skromniejsze, prawdopodobnie więc także ich znaczenie było o wiele mniejsze w porównaniu ze stroną zachodnią i wschodnią.

Znajdując się w tym miejscu, stojąc w samym środku akropolu i wpatrując się w architekturę oraz rozplanowanie majańskich budowli, nasuwa się nieodparte wrażenie, że wszystko, co wzniesione było tutaj ręką ludzką posiadało pewien sens i nie było dziełem przypadku. Choć upływający czas dokonał wielu zniszczeń, to jednak nadal uświęcone pomniki Majów zachwycają swoją doskonałością. Ich mocne, smukłe i wysokie sylwetki wabią swoimi stromymi i wąskimi schodami do wejścia na sam szczyt, skąd rozpościera się ten jedyny i niepowtarzalny widok na tropikalną dżunglę, a właściwie na ocean zieleni, na którym ludzie zdołali oprzeć swoją egzystencję.

Wysokie, wystające ponad korony drzew piramidy w Tikal, zwane obecnie świątyniami nr I i nr II były niegdyś miejscem rytualnych obrzędów. To tutaj kapłani wznosili modły do swoich bogów, a potem zrzucali ze stromych schodów uśmierconych jeńców, którzy opadali bezwładnie u stóp zgromadzonych wokół piramidy ludzi. Dla umęczonych codzienną pracą rolników każda taka uroczystość była wynagrodzeniem dla poczynionego trudu. Wierzyli, że śmierć na ołtarzach pomoże im przenieść się do nowego życia, ułatwi im tę drogę, a równocześnie obłaskawi bogów, którzy odsuną w przyszłość mający nastąpić koniec świata, który- według kapłanów- wcześniej lub później nastąpi.

Nastał wieczór, a ja ciągle miałem świadomość, że zobaczyłem w Tikal jedynie niewielką cząstkę tego wszystkiego, co można tutaj ujrzeć. Wiedziałem, że nie zdołam dokładnie poznać tego miasta, a jedynie go dotknąć. Przyglądając się żółto- zielonej żmii zwisającej z gałęzi drzewa i spoglądającej nieobecnym wzrokiem gdzieś w dal, uzmysłowiłem sobie, że oto po raz pierwszy w moim życiu znalazłem się w objęciach dzikiej i niczym nie skrępowanej przyrody. Jakże fascynujące jest to uczucie. Uwiedziony takimi myślami zapragnąłem jeszcze raz wspiąć się na sam wierzchołek jednej z wielu piramid zbudowanych przez Majów i spojrzeć na ich dzieło z poziomu nieba. Schody były wąskie i niebezpiecznie strome. Jednakże po kilku minutach znalazłem się ponad koronami drzew. Oddychając głęboko ,ustawiłem statyw od kamery na kamiennej platformie piramidy i skierowałem obiektyw na miasto Majów, a raczej na obszar soczystej zieleni, z której wybijały się kamienne grzebienie świątyń i pałaców.

Spoglądając przed siebie, ujrzałem po raz kolejny niezmierzony ocean gęstej, tropikalnej roślinności i wydawało mi się, że dalej nie ma już nic. Dawno temu mieszkali tu ludzie, Majowie, wspaniali architekci i budowniczowie, twórcy fascynującej cywilizacji, której tajemnica okryta jest w dalszym ciągu gęstym płaszczem nieprzeniknionej, dzikiej przyrody.

Fragment książki pt. MEKSYK. Szlakiem zdobywców.
Autor: Mirosław Olszycki



 
Projekt Centrum Multimedialne ARKADIA
Copyright © 2011 Civilisation and Media Art Festival Mediatravel