Polacy na krańcach świata.

Piątek, 27.10.2017 r., EC1, Łódź, ul. Targowa 1/3.

Dzień poświęcony Polakom, których działalność (eksploracyjna, humanitarna, religijna, medyczna) zapisała się złotymi literami w historii narodów na świecie.

W programie:

Vivat Polonia 2016" czyli Afryka śladami Stefana Rogozińskiego.
Prelegenci: Dariusz Skonieczko, g. 16.00.

Mimo że Polska w XIX wieku nie miała własnej państwowości Szolc-Rogoziński chciał udowodnić swoją wyprawą, że Polacy mogą równać się z największymi mocarstwami w zakresie badań geograficznych i przyrodniczych. "Wyprawa ta miała zwrócić uwagę świata na Polaków. Poparli ją między innymi tacy pisarze jak Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus, a także wydawca “Wędrowca” Filip Sulimierski i geograf Wacław Nałkowski. Wspierali też młodego eksploratora finansowo, bo właśnie brak niezbędnych funduszy był jego największą przeszkodą. Ostatecznie polscy badacze wspólnie z francuskimi żeglarzami podnieśli kotwicę 13 grudnia 1882 roku. Statek "Łucya-Małgorzata" wypłynął z Hawru we Francji, a na jego maszcie obok bandery francuskiej powiewała flaga z warszawską Syrenką, ponieważ polska bandera w tym czasie była usunięta z rejestru flag. Ekspedycja dotarła do wybrzeży obecnego Kamerunu przez wyspę Maderę, Wyspy Kanaryjskie, kraje zachodniej Afryki, w tym Liberię, dzisiejsze Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghanę oraz wyspę Fernando Poo (obecnie wyspa Bioko). Polacy na miejscu założyli stację badawczą, skąd organizowali wyprawy w głąb lądu i wzdłuż wybrzeży.



Urszula i Brygida, czyli Polki z Aleppo.
Prelegent: Ks. dr Przemysław Marek Szewczyk, g. 16.45.

W Syrii jeszcze niedawno trwała wojna. Aleppo jest jednym z miast, które w 80% uległo zniszczeniu. W większości okien w domach brakuje szyb, nie wiadomo, kiedy uda się to naprawić. Regularne bombardowania ustały w grudniu, gdy armia syryjskiego reżimu Baszszara al-Asada zdobyła wschodnią część Aleppo z rąk rebeliantów. W dalszym ciągu słychać tu wystrzały lub wybuchy w innych częściach miasta. Siostra Brygida wciąż powtarza: "Nie możemy sobie pozwolić na komfort życia w grzechu ciężkim, albowiem nigdy nie wiemy, co przyniesie jutro".

Siostry Franciszkanki - Urszula i Brygida są Misjonarkami Maryi w Aleppo. Pomagając, nie robią tego tylko dla Kościoła. Bardzo wiele ich pracy poświęcone jest wszystkim mieszkańcom miasta, niezależnie od wyznania. Siostry nie zamykają się na innych. Wychodzą do wszystkich, którzy mogą potrzebować ich wsparcia. Pokazują, że miłość bliźniego oznacza - jak pisał bł. Karol de Foucauld - miłość do każdego: "Chciałbym, by wszyscy ludzie - chrześcijanie, muzułmanie, żydzi, niewierzący - uważali mnie za swojego brata, brata wszystkich. Już zaczęli nazywać mój dom bractwem. I to sprawia, że jestem szczęśliwy".

http://domwschodni.pl/



Rok w lodach Antarktydy.
Spotkanie autorskie z Ryszardem Czajkowskim, g. 17.30.

"Rok w lodach Antarktydy" to literacka i fotograficzna opowieść Ryszarda Czajkowskiego o pobycie na Białym Kontynencie w latach 1965-1967. Autor był uczestnikiem pierwszej po II wojnie światowej polskiej grupy badawczej, która spędziła ponad rok w radzieckich bazach na Wschodniej Antarktydzie. Ryszard Czajkowski znany jest jako podróżnik, polarnik i filmowiec, ale ma też znaczący dorobek naukowy. Jego pierwsza podróż na Antarktydę była wyprawą badawczą, dzięki której pozyskał cenne dane naukowe i dzięki której... "porzucił" naukę na rzecz podróży. W czasie pobytu na stacjach "Mirnyj" i "Mołodiożna" nie tylko prowadził badania, ale także obserwował i dokumentował życie codzienne polarników i ich zajęcia oraz "podglądał" stałych mieszkańców kontynentu - pingwiny i foki. Nie brak w książce osobistych refleksji autora o ponad rocznym pobycie w oddaleniu od domu i rodziny, ciekawych anegdotek z życia polarników i opowieści o przygodach, których tam doświadczył. Tekst wzbogacony jest licznymi fotografiami, ukazującymi niezwykłe formy lodowców skrywających ląd, dryfujących gór lodowych, widoki Antarktydy uchwycone z samolotu, statku i podczas pieszych wędrówek autora wokół baz. Ryszard Czajkowski był w Antarktyce jeszcze dwa razy, budując polską stałą stację antarktyczną im. H. Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego. W uznaniu jego zasług i dorobku, samotny szpiczasty nunatak, znajdujący się nieopodal tej stacji, nazwano Iglicą Czajkowskiego. Książka ukazuje się w 50. rocznicę wyprawy i dokumentuje udział polskich polarników w badaniach nad fascynującą Antarktydą?



Od kamery na korbkę do Południków Szczęścia.
Spotkanie autorskie z Elżbietą i Andrzejem Lisowskimi, g. 18.30.

Wspomnienia z podróży w najbardziej odległe zakątki świata, podzielone na tematyczne rozdziały, m.in. o sziszy, jedzeniu, winie, masażach. Książka okraszona jest zdjęciami z ich podróży. Opowieści Dlaczego ludzie podróżują? Elżbieta: Kiedyś pretekstem były czekające daleko skarby - przyprawy korzenne czy złoto. Dlatego władcy wykładali pieniądze na ryzykowne projekty wypraw. Samym żeglarzom chodziło jednak przede wszystkim o odkrywanie ludzi, przyrody, zapachów. Andrzej: Siebie samych także poznajemy lepiej w podróży. Ujawniają się wtedy nasze nadzieje, lęki. Uczymy się pokory i tolerancji. Dla innych postaw, wierzeń i kultur. Odkrywamy nowe punkty odniesień i bogatsi wracamy do naszego Krakowa. Paląc fajkę wodną w Armenii, Stambule czy Teheranie, zanurzając się w oparach jabłkowo-miętowego dymu, widzę świat inaczej, mocniej, a jednocześnie z pewnym dystansem. Elżbieta: Jedwab, papier, flamenco, kawa, założenia ogrodowe, przyprawy… Zawdzięczamy to podróżom. Szkoda, że tak rzadko inspirują się światem nasi politycy, ale oni oglądają go przez przydymione szyby limuzyn. Była pani na przykład w Singapurze? Nie. Elżbieta: To jedno z najbardziej inspirujących miejsc, jakie odwiedziliśmy. Tam ludzie wiedzą, dokąd zmierzają. Widać to w architekturze (na miarę XXI wieku), sprawnej komunikacji (bez korków), wszechobecnej zieleni - 51 procent powierzchni muszą zajmować tereny zielone i żadne lobby deweloperów tego już nie zmieni… I wszystko to dotyczy miasta-wyspy- państwa bez własnej wody pitnej i bogactw naturalnych. Tam importuje się kamienie i ziemię z pobliskiej Indonezji, by wciąż powiększać terytorium. A jeszcze w XIX wieku w miejscu dzisiejszego Singapuru było grzęzawisko. Mimo to szybko zbudowano metro. W Krakowie możemy tylko o tym pomarzyć… Andrzej: Nawet Manhattan przy Singapurze wygląda dziś jak XIX-wieczna osada. Ale najsmutniejsze jest to, że nie potrafimy czerpać z doświadczeń innych.

https://pl-pl.facebook.com/LisowscyPL/



Krzysztof Kolumb. Historia nieznana.
Spotkanie z gościem specjalnym festiwalu: Manuelem Rosą – badaczem biografii Krzysztofa Kolumba, g. 19.30.

Zupełnie nowe oblicze Krzysztofa Kolumba wyłania się z opublikowanej po polsku książki portugalskiego historyka Manuela Rosy, który uważa, że odkrywca Ameryki był synem polskiego króla z dynastii Jagiellonów, Władysława III Warneńczyka.

Manuel Rosa: Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć, że powtarzane przez wieki wersje o pochodzeniu Krzysztofa Kolumba są wysoce nieprawdopodobne. Najpopularniejsza teoria głosi, że był on synem prostego tkacza z włoskiej Genui, w skąd w niejasny sposób trafił do Portugalii. Tam w ciągu kilku lat nauczył się nie tylko obcego języka, ale także sztuki czytania i pisania, nie tylko posiadł obszerną wiedzę z zakresu matematyki, geografii i nawigacji, ale też ożenił się z arystokratką - Filipą Moniz de Perestrelo. Szybko też dostał się do najbliższego otoczenia króla Portugalii Jana II. Jest absolutnie nieprawdopodobne, aby prostemu, niepiśmiennemu robotnikowi z Genui udało się dokonać tego wszystkiego. O wiele bardziej racjonalna jest teoria, że Kolumb był kimś doskonale i od dawna znanym na dworze portugalskim, miał szlacheckie pochodzenie i odebrał w młodości gruntowne wykształcenie. Pobierz program festiwalu Mediatravel 2017 >


Copyright by CIVILIZATION AND MEDIA ART FESTIVAL MEDIATRAVEL